Kreatywny dorosły to dziecko, które przeżyło
(5 - user rating)

Skąd biorą się ludzie tacy jak twórcy Google, twórcy silnika na biodiesel, czy teorii względności? A wynalazcy różnych małych, sprytnych urządzeń jak słuchawka bezprzewodowa, nawigacja elektroniczna, czy czujnik cofania? A odkrywcy szczepionek i leków?

To ludzie patrzący na problem, jako  na zadanie do rozwiązania, a nie jak na górę do przeskoczenia i to nawet bez tyczki. To ludzie, którzy zdobyli odpowiednią wiedzę i nie poddawali się nieudanym próbom zrealizowania swoich marzeń i pomysłów. Ale czy owa różnica tkwi tylko w zdobytej wiedzy? Pojawia się także coś tak prostego, jak radość z odkrywania rozwiązania, nawet, gdy tym rozwiązaniem okaże się brak rozwiązania… na dzień dzisiejszy, a może w przyszłości otworzy się droga do rozwiązania danego problemu. Samodzielne odkrywanie nowej wiedzy, zasad rządzących otaczającymi nas rzeczywistościami materialnymi, społecznymi, kulturowymi, to kontynuacja pierwotnej ciekawości, będącej motorem rozwoju człowieka od jego narodzin, którą wzięła za podstawę swojej pedagogiki Maria Montessori. Czy można ją podsycać i rozwijać całe życie?

 

To właśnie przygotowane otoczenie może być takim wspaniałym bodźcem wielokierunkowego pobudzania ciekawości, którą można oczywiście zaspokoić poprzez konkretne działania na przedmiotach oraz oczywiście wyciągane z nich osobiste wnioski, które stanowią naszą wiedzę.

Powiedz mi, a zapomnę

Jak powstaje zielony kolor i co to są kolory podstawowe i pochodne? Czym różni się sok z cytryny od wody? Czy owad się z czegoś składa? Po co z nasionka wychodzą „nitki” jak się je pomoczy? Czy nos jest tylko do wycierania chusteczką, czy może mnie przed czymś uratować, czy jest ważny przy jedzeniu? Z czego warto budować łódeczki, a co można położyć na dnie akwarium z rybkami? Czy olej tonie, czy jest ciekawym obiektem do obserwowania w wodzie? Czy powietrze może coś przesunąć, albo pomóc lub przeszkadzać w poruszaniu się? Co się dzieje z wodą, którą „piją” rośliny z gleby i czy seler może mieć inny kolor niż zielony? Czy chemia jest tylko dla chemików, czy każda mama używa jej także w kuchni? Czy przygotowane otoczenie może odpowiedzieć na te i wiele innych pytań? Tak!

W metodzie Marii Montessori to dziecko samo doświadcza zasad rządzących rzeczywistością, co odpowiada konfucjańskiemu „Powiedz mi, a zapomnę. Pokaż – zapamiętam. Pozwól mi zrobić, a zrozumiem.”

Ćwiczenia praktycznego życia

Ta najbliższa rzeczywistość przedszkolaka to pierwsze próby samoobsługi, nazwane przez Marię Montessori życiem praktycznym, które dziecko musi przecież ćwiczyć, by dojść do pełnej samoobsługi. Jednym z takich podstawowych ćwiczeń jest przenoszenie, przekładanie, przesypywania, czy przelewanie. Wiele z takich pomocy możesz wykonać samodzielnie – wystarczy tylko zaznaczyć zestaw czytelnym koszyczkiem lub tacką. Przybory te nie tylko ułatwiają przenoszenie zestawu, ale dają jasno znać, że do wykonania ćwiczenia potrzebne jest to, co w koszyczku. Dorosły nie musi już nic więcej dopowiadać, przypominać trudnych nazw, których małe dzieci nie muszą jeszcze znać by wykonać np. przelewanie pipetą wody z jednego naczynia do drugiego. Na początek można wykorzystać zamiast wody duże koraliki, następnie mniejsze, potem ryż lub piasek, a na końcu wodę. Można też wykorzystać gotowe zestawy Tabletów praktycznych i manipulacyjnych lub samemu zaaranżować nawiązujące do znanych dziecku z kuchni czynności.

Indywidualizacja

Ta zasada, wcielona w przygotowane otoczenie, może zaowocować także przekształceniem zestawu demonstracyjnego Przedszkolne laboratorium – eksperymenty (numer kat. 460-5210) w pomoc montessoriańską. Zamiast samej tradycyjnej demonstracji można go uzupełnić tackami przyborów przygotowanymi z numerem każdej karty eksperymentu. Na przykład do karty nr 2 na tacce położyć kilka używanych monet, kawałek cytryny, buteleczkę z wodą i papierowy ręcznik. Po prezentacji poszczególnych eksperymentów przez wychowawcę niektóre dzieci mogą mieć jeszcze potrzebę ponownego obejrzenia, wykonania eksperymentu, czy zmodyfikowania go i sprawdzenia swoich stereotypów. To właśnie jest tworzenie przestrzeni na indywidualizm w stylach uczenia się różnych dzieci. Każdy może wykonać zadanie, które go zainteresowało samodzielnie, dowolną ilość razy! Czy widzisz już w wyobraźni małą Krysię, która przez cały tydzień przychodzi oglądać, jak gazowana woda „podrzuca” wsypane do niej rodzynki? Albo Jasia, któremu wystarczy zobaczyć raz jak pani oczyściła monetę sokiem z cytryny, a wodą nie udało jej się tego zrobić, by powrócić do zabawy swoimi ulubionymi klockami konstrukcyjnymi?

W myśl zasad tworzenia pomocy w tej metodzie, każde dziecko pracuje z jedną pomocą, którą stanowi jasno zaznaczony, np. koszyczkiem lub tacką, zestaw przedmiotów potrzebnych do samodzielnego wykonania zadania. Ewentualnie dziecko może zgodzić się, na prośbę innego dziecka lub małej grupki, na wspólne wykonanie eksperymentu. Celem jest osobiste doświadczenie, że sok z cytryny jest kwaśny i da się nim wyczyścić zaśniedziałe monety, czy, że korek pływa, a spinacz tonie oraz wiele innych przydatnych w codziennym życiu zasad.

Jednak słowo i język jest także bardzo ważnym elementem naszego życia, zwłaszcza w jego początkach. Bo choć Konfucjusz wcześniej już zauważył, że nie jest ono najlepszą formą przekazywania wiedzy, to jest ono doskonale szybkim kanałem przekazu. Nie warto jednak zbytnio tej szybkości gloryfikować. Własne doświadczenie jest czasochłonne, ale o wiele silniejsze i prawdziwsze – sami wiemy, ile razy uczymy się na cudzych błędach,  ile na własnych… Jednak to właśnie słowa mogą wzmacniać lub burzyć motywację do poznawania świata, zwanego uczeniem się. Zauważyła to Iwona Majewska-Opiełka, matka logodydaktyki.

LOGOdydaktyka

Logo, bo „ci, którzy słuchają logosu, mają jeden wspólny świat - są połączeni we wspólnym zrozumieniu. Dzieje się to za sprawą trzech znaczeń tego słowa: logosu się słucha, bo jest on słowem; logos obdarza zrozumieniem, gdyż jest rozumem; logos łączy ludzi, bo oznacza połączenie (jak uważał już Heraklit). To w pięknym skrócie idea logodydaktyki.”- pisze jej autorka.

A czego objawem jest obawa dziecka przed tym, żeby wykonać jakieś nowe zadanie? Jest objawem ostrożności i przezorności, czy może zachowawczości i lęku przed porażką? To właśnie nauczyciel, jak dobrze przeszkolony obserwator, rozpozna różnicę i wybierze właściwe metody działania.  To przecież ten, który wie, że jedno jego słowo może zdziałać cuda lub zniechęcić i zniszczyć motywację małego człowieka. Nasza rola jest nieoceniona, nasza postawa pozostawić może głęboki ślad w umyśle i duszy dziecka.

Jeśli interesują cię szczegóły przygotowanego otoczenia oraz Logodydaktyka, to koniecznie odwiedź naszą konferencję „Wychowanie do szczęścia” 25.11.2014 w Warszawie, na której będzie mowa o systemie wychowawczym stworzonym i nazwanym przez Iwonę Majewską - Opiełka LOGODYDAKTYKĄ oraz cykl wykładów, w tym między innymi wykład o Przygotowanym otoczeniu, jako sposobie na przyjmowanie odpowiedzialności przez uczniów za swoją edukację. Szczegóły konferencji znajdziesz na www.educarium.pl.

Pomóżmy razem „przeżyć” dziecku, by stało się kreatywnym dorosłym!

Paulina Suberlak