| Możliwości i bariery adaptacji pedagogiki Marii Montessori do warunków polskich |
Strona 1 z 2
Warunki polskiego przedszkola i szkoły. Polska oświata obecnie jest ostro krytykowana. Placówki oświatowe jeszcze zbyt często realizują model przekazywania gotowej wiedzy przez nauczyciela, co w rezultacie wytwarza w sposób nieunikniony autorytaryzm, lęk, a także narzucanie znaczeń i interpretacji. Dzieci i młodzież postrzegają szkołę jako nudną, blokującą ich rozwój, wypalającą motywacje poznawcze, hamującą rozwój zdolności twórczych oraz uniemożliwiającą kształtowanie kompetencji do samodzielnego poznawania i rozumienia świata. Warunki edukacyjne tworzone przez przedszkola i szkoły nie w pełni sprzyjają rozwojowi dziecka i są oderwane od autentycznej i gwałtownie zmieniającej się rzeczywistości, tej, jakiej na co dzień doświadcza dziecko. Tym samym powstaje ogromna przepaść pomiędzy osobistą wiedzą ucznia a wiedzą nabywaną w szkole. Powoduje to nieefektywność nauki dzieci, gdyż tylko taka nauka będzie efektywna, która będzie ściśle powiązana z wymogami teraźniejszości. Oczekiwania współczesności wobec dzieci i młodzieży są odmienne od tego, czego uczą się w szkole. Od jednostek wymaga się umiejętności samodzielnego myślenia, podejmowania różnorodnych decyzji, eksperymentowania, dostrzegania nowych możliwości oraz otwartości na zachodzące zmiany. W polskich placówkach oświatowych zbyt często zapomina się o wartościach nadrzędnych ludzkiego mózgu. Nie naucza się dzieci doceniania i wykorzystywania go jako narzędzia poznania. Uczniowie nadal mają do czynienia z poszufladkowanym programem nauczania, gdzie przedmioty istnieją odrębnie. Dzieci uczą się każdego przedmiotu z osobna, gdyż nauczyciele często zapominają, że wiele tematów można zintegrować i nauczać wspólnie. Uczniowie w takim wypadku rzadko dostrzegają związki pomiędzy poszczególnymi dziedzinami nauki. Natomiast te związki są bardzo ważne, bo to one pomagają zrozumieć realny świat. Uczeń w polskiej oświacie w większości jest całkowicie podporządkowany zachowaniom nauczyciela, a tym samym wyposażany w wiedzę, przekazywaną mu przez niego, po czym wymagane jest całkowite bezkrytyczne jej pamięciowe opanowanie. Ten sposób nauczania całkowicie pomija indywidualność i osobisty kontekst rozwoju. Uczniowie są nauczani tak, jakby wszyscy byli jednakowi i przyswajali wiedzę tylko w jeden sposób: akademicki, abstrakcyjny, teoretyczny. Nadal ignoruje się różnorodne typy inteligencji, chociaż badacze ludzkiego umysłu zwracają uwagę, na istnienie odrębnych stylów inteligencji, a co za tym idzie zróżnicowanych stylów nauki, pracy i myślenia. W konsekwencji strategia podająca wiedzę może być tylko efektywna dla 30% uczniów, a dla pozostałych 70% uczniów reprezentujących odmienne style uczenia się nie będzie owocna. Współczesna edukacja bardzo często zapomina o bardzo istotnym fakcie, że każde dziecko jest indywidualnością pod względem zasobów genetycznych, neurofizjologicznych, zdrowotnych i środowiskowych. /1/ Uczeń nadal nabywa wiedzę przede wszystkim poprzez świadomą aktywność nauczyciela kierowaną wytycznymi oficjalnych programów nauczania. Często zapomina się o rzeczy najważniejszej, a mianowicie o aktywności samego ucznia, a przecież dzieci najlepiej uczą się wtedy, gdy pomoże im się samodzielnie odkrywać podstawowe zasady.
Przedstawiciele pedagogiki alternatywnej (Bogusław Śliwerski) zwracają uwagę na fakt szybkiej potrzeby przeprowadzenia rewolucji w edukacji. Będzie polegała ona na odzyskiwaniu radowania się wolnością zdobywania wiedzy, mądrości, kompetencji społecznych i moralnych, przywracania możliwości spędzania czasu w szkole bez lęku i nudy. /2/ Na dole niewiele się zmienia – uczeń w dalszym ciągu nie lubi placówki oświatowej, do której pod groźbą sankcji karnych wobec rodziców musi uczęszczać Od wielu lat Bronisław Rocławski domaga się zmiany przygotowania nauczycieli do nauczania na etapie przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Powołuje się na pogląd wybitnego amerykańskiego uczonego (inżyniera, matematyka, architekta, filozofa) R. Buckminstera Fullera (1895-1983), że wszystkie dzieci rodzą się geniuszami, a my przez pierwsze sześć lat ich życia pozbawiamy je tego geniuszu. G. Dryden i J. Vos w „Rewolucji w uczeniu”/4/ piszą: „Skoro pięćdziesiąt procent zdolności do nauki rozwija się w ciągu pierwszych czterech lat życia, a kolejne trzydzieści procent do ukończenia ośmiu lat, to programy rozwojowe dla okresu wczesnego dzieciństwa powinny być traktowane jako najwyższy priorytet. Tymczasem w większości krajów wcale tak nie jest. Średni wydatek na studenta uczelni wyższej jest znacznie większy niż na ucznia szkoły podstawowej lub średniej, a te z kolei i tak o wiele wyższe niż na dziecko w przedszkolu. Odwrócenie tych proporcji powinno stać się priorytetem w każdym państwie.”
|










